Nowy Rok, Nowa Ja. Daleka jestem od takich noworocznych postanowień. Zmian dokonuje się powoli, krok po kroku. I ja dziś taką niewielką (ale jakże istotną) zmianę chciałabym Wam zaproponować. A dotyczyć ona będzie formatu Waszych dziennikowych wpisów. Jeśli zatem:
- piszesz dziennik,
- czasem nie masz już pomysłu na to, o czym pisać,
- masz poczucie, że dotychczasowy format Twoich wpisów już się skończył,
ten artykuł jest dla Ciebie!
Jak natknęłam się na dziennik kawowy?
Tegoroczna przerwa świąteczna obfitowała w moim przypadku w bardzo dobre lektury. W bibliotece, zupełnym przypadkiem, trafiły w moje ręce same dobre nowości. Jedną z nich były „Obiekty głębokiego nieba” Jakuba Małeckiego. To właśnie ta książka stała się inspiracją dla mojego dzisiejszego wpisu.
„Obiekty głębokiego nieba” to książka, od której nie mogłam się oderwać. Wciągnęła mnie całkowicie. Idealny, prawie niewidzialny język i niezwykle czuła fabuła sprawiły, że książkę tę zapamiętam na dłużej. Tym bardziej, że znalazłam w niej coś, co mnie osobiście zaintrygowało. A był to… dziennik kawowy!
Dziennikiem kawowym autor nazwał dziennik, który para głównych bohaterów prowadziła na początku trwania ich relacji. Zabierali go ze sobą zawsze, gdy szli do kawiarni (a często wychodzili na kawę). Czasem wpisu dokonywała Iga, czasem Janek, czasem jedno zaczynało a drugie kontynuowało. Ich wpisy były krótkie, dotyczyły głównie kawiarni, w której aktualnie przebywali, kawy, którą właśnie pili, ale przy okazji zawierały też krótkie informacje o nich samych.
Po rozstaniu z mężem, przeglądając wspólne rzeczy z ich dawnego życia, Iga znajduje ich dawny dziennik kawowy. Czytając go, powraca do czasów, kiedy jeszcze byli razem, kiedy ich życie wyglądało zupełnie inaczej. Iga, tym razem w pojedynkę, kontynuuje prowadzenie dziennika. A kiedy zapisuje ostatnią stronę, dokleja w nim kolejne kartki, które zapełniają się coraz to nowymi zapiskami.
Kawa jako pretekst do pisania
Jak już zapewne zauważyliście, to kawa jest przyczynkiem do powstania kolejnych dziennikowych wpisów głównych bohaterów powieści Małeckiego. Ich wpisy dotyczą tu i teraz, gdzie „tu” to zawsze miejsce, gdzie nasi bohaterowi piją kawę. I ten kontekst to chyba jedyna stała. Bo wokół zmienia się wszystko: miejsce, sama kawa, to, co za oknem, nasi bohaterowie.
Kontekst, lub raczej pretekst, to inaczej punkt wyjścia, który usprawiedliwia lub inicjuje działanie. Nie musi być wielki ani ważny sam w sobie. Pretekst daje ramę, temat daje treść. Bez pretekstu nawet świetny temat może nie zachęcić do regularnego pisania. Dopiero nałożenie odpowiedniej ramy (pretekstu) pozwala ruszyć z miejsca, ponieważ pretekst:
- nie wymaga „wielkiej historii” ani dramatyzmu,
- pozwala regularnie wracać do pisania, bo ogranicza decyzję „o czym pisać”,
- skupia uwagę na konkretnej, powtarzalnej czynności lub sytuacji, a nie na całym życiu.
- obniża lęk: nie trzeba wymyślać „ważnej rzeczy do zapisania”, bo wystarczy obserwacja kawy, miejsca, samego siebie, a przy okazji
- naturalnie ujawnia zmianę – bo choć pretekst jest taki sam, z każdym wpisem zmienia się Twoja perspektywa, emocje, obserwacje otoczenia. Pretekst jest stały, ale „ja” się zmienia. W ten sposób dziennik pokazuje przemijanie i rozwój, a nie tylko „co się wydarzyło”.
Pretekst w dzienniku to zatem stały punkt wyjścia, który redukuje opór przed pisaniem i jednocześnie pozwala obserwować zmiany w Tobie i w otoczeniu. Ja również pisząc swój dziennik, dzięki zastosowaniu pretekstu, bez obaw siadam do mojego dziennika, ponieważ praktycznie każdy wpis zaczynam w ten sam sposób: skupiam się na otoczeniu. Czasem opisuję to, co jest tuż obok, na biurku, czasem wychodzę do tego, co znajduje się za oknem. Ale to jest dopiero początek. Później wpis wędruje swoimi własnymi ścieżkami. Ale kluczem jest zaczynać od tego, co tu i teraz.
Nie tylko dziennik kawowy, czyli pomysły na inne formaty dzienników
Mam nadzieję, że zauważyliście już, co najczęściej stoi na przeszkodzie regularnego prowadzenia dziennika. Nie jest to, jak z początku mogłoby się wydawać, brak potrzeby pisania. Realnym problemem jest brak pretekstu do pisania. Dlatego właśnie dziennik kawowy może stanowić rozwiązanie tego problemu. Nadanie dziennikowi pewnych ram, konkretnego formatu daje nam właśnie ten pretekst, który obniża lęk przez prowadzeniem dziennika. A to wszystko dlatego, że przenosi uwagę z naszego „ja” na konkretną sytuację. O ile łatwiej jest rozpocząć pisanie od opisania tego, co nas otacza od sformułowania tematu, na który chcemy pisać danego dnia.
Dziennik kawowy to jednak nie jedyna możliwość. Poniżej proponuję alternatywne wersje dziennika, które:
- skupiają się na tu i teraz,
- rozwijają naszą uważność,
- skupiają się na tym, co lubimy i dobrze znamy,
- często dotyczą natury,
- pozwalają nam zaobserwować zmianę w czasie.
Każdy może wybrać pretekst w sam raz pasujący do niego!
Dziennik tego samego miejsca
Dziennik tego samego miejsca piszesz zawsze w tym samym miejscu. Może to być ta sama kawiarnia, ta sama ławka w parku, to samo biurko, Twój balkon. Pisanie w tym samym miejscu daje Ci stały pretekst do powrotu do dziennika — łatwiej jest zacząć, bo wiesz, od czego rozpocząć wpis.
Zacznij od opisania tego, co widzisz wokół siebie dziś, a następnie zauważ, co się zmieniło, a co pozostało takie samo od ostatniego wpisu. Jak Ty się zmieniłaś od tego czasu: jak się dziś czujesz? O czym myślisz? Co jest już za Tobą? Jakie masz plany na dziś?
Może się też okazać, że jakiś szczegół z opisywanego otoczenia poprowadzi Cię dalej, a Ty zamiast refleksyjnego wpisu stworzysz małą opowiastkę, do której będziesz wracać przez kilka kolejnych dni. Tego Ci zresztą z całego serca życzę!
Dziennik rytuału
Dziennik rytuału to inaczej zapiski dotyczące tej samej, powtarzającej się czynności. Poranna kawa może być jednym z nich. Ale równie dobrze może to być moment przed zaśnięciem lub niedzielny spacer. Rytuały dają Ci pretekst do pisania – zawsze przy okazji ich wykonywania robisz zapiski w swoim dzienniku. Ale zapewniam Cię, że nie będą one takie same. Bo choć Twoje czynności są powtarzalne, to zawsze będzie w tej sytuacji coś, co się zmienia. Być może będzie to inna pogoda za oknem podczas porannej kawy, która wpłynie na Twój nastrój. Albo muzyka, która będzie sączyć się w tle, kiedy Ty będziesz pisać w dzienniku tuż przed zaśnięciem. Nic dwa razy się nie zdarza 🙂
Dziennik drogi
Dziennik drogi to doskonały wybór dla tych, którzy uwielbiają spędzać czas aktywnie na dworze. Pretekstem jest tutaj droga, którą przebywamy spacerując, biegnąc, jadąc na rowerze. I choć z pozoru może nam się wydawać, że opisywanie tej samej trasy może okazać się nudne, wcale nie musi tak być. Tak samo jak w przypadku dziennika tego samego miejsca czy rytuału, trasa najczęściej będzie ta sama, ale zmieni się wiele elementów: pogoda, pora roku, nasze tempo, myśli, stan emocjonalny. Zmieni się także nasz wpis w zależności od pory dnia, kiedy udamy się na spacer.
Osobiście bardzo lubię ten format wpisów. Pozwala mi on zacząć pisanie od czegoś, co doskonale znam, a dzięki temu jestem świadoma mnóstwa szczegółów, których nie byłabym w stanie zauważyć przemierzając daną trasę po raz pierwszy. Opisując drogę zazwyczaj używam czasu teraźniejszego. Dzięki temu mogę przenieść się mentalnie do miejsca, które opisuję. A w miesiącach, które niesamowicie mi się dłużą, taka mentalna podróż do ulubionych biegowych wakacyjnych tras potrafi zdziałać cuda. Zresztą sprawdźcie sami, jak udało mi się opisać swoją nadmorską przebieżkę tutaj.
I choć z założenia dziennik drogi ma opisywać drogę, którą właśnie przebyliśmy, nic nie stoi na przeszkodzie, aby nieco rozszerzyć ten format. Jedną opcją są zapiski z drogi, która odbyła się w innym czasie. Drugą zabranie dziennika ze sobą na spacer, aby w otoczeniu natury zapisać szczegóły otaczającego nas krajobrazu.
Dziennik okna / widoku
Dziennik okna to idealna wersja zarówno dla tych, którzy są domatorami ale także dla osób, które dużo podróżują. Pretekstem jest tutaj obserwacja otoczenia za oknem. Może być to okno kuchenne, z którego będziemy obserwować krajobraz podczas picia porannej kawy, lub okno pokoju, w którym piszemy. Z każdym wpisem będziemy mogli dostrzegać subtelne zmiany w naszym stałym otoczeniu.
Jeśli natomiast zdarza nam się często podróżować, idealną opcją jest wybór różnych okien: w samolocie, pociągu, hotelu. Za każdym razem widziany przez nas krajobraz będzie diametralnie różnił się od siebie. Widok chmur będzie przeplatał się z widokiem niekończących się lasów i pól, aby przejść do opisu tętniącego życiem miasta. Będzie to swego rodzaju dziennik podróży, ale w formacie świata widzianego przez szybę.
Dziennik ciszy
Dziennik ciszy to bardzo ciekawa alternatywa szczególnie dla tych z nas, którzy na co dzień doświadczają za dużo bodźców. Pretekstem do pisania jest moment ciszy. Może to być wczesny poranek, kiedy pozostali domownicy jeszcze śpią. Lub odwrotnie – późny wieczór, kiedy wszyscy szykują się do snu. Najważniejsze, aby moment, na który się zdecydujemy, nie obfitował w zbędne hałasy.
Nasz wpis możemy zacząć od opisu otoczenia. Następnie przechodzimy do tego, co słychać dokoła. Można na chwilę zamknąć oczy, aby jeszcze lepiej wsłuchać się w dochodzące do naszych uszu dźwięki. Latem można wyjść na dwór, zimą uchylić okno, aby przekonać się, co słychać na zewnątrz. Dla mnie osobiście najpiękniejsze są dźwięki budzącej się do życia wiosny, ze śpiewem ptaków na czele.
Dziennik książkowy
Dziennik książkowy wcale nie musi dotyczyć książek sensu stricte. Pretekstem do kolejnych wpisów mają być książki, na przykład te, które stoją na półkach domowej biblioteczki, ale równie dobrze te, które aktualnie czytamy. To właśnie one są punktem startowym do pisania.
Nasz wpis możemy zacząć na wiele sposobów. Może to być cytat z czytanej książki. Może to być opis grzbietu/okładki książki, która stoi na półce. A może to być też wspomnienie dotyczące konkretnej lektury. Ale to tylko początek. Bo to, gdzie poprowadzi nas nasze pióro, to już zupełnie inna sprawa.
Dziennik powrotów
Dziennik powrotów może być trudny do zrealizowania, jeśli powroty miałyby się odbywać w rzeczywistości. Jeśli jednak dopuścimy możliwość powrotów mentalnych, jedynie w naszej wyobraźni, może się okazać, że do ważnych dla nas miejsc możemy wracać codziennie, kiedy tylko usiądziemy do naszego dziennika. Pretekstem do każdego wpisu jest powrót do znanego miejsca. Może to być nasz dom rodzinny, który opuściliśmy; powrót do miasta, które z jakiegoś powodu jest dla nas ważne; powrót do ulubionej miejscowości wypoczynkowej, gdzie co rok spędzamy wakacje.
Wykorzystując ten format dziennika w swoich wpisach, lubię stosować wolnopisanie (więcej na ten temat znajdziesz tutaj). Dzięki zwolnieniu mogę skupić się na szczegółach, które budują klimat tego konkretnego miejsca a mnie pozwalają przenieść się tam mentalnie, poczuć, jakbym tam była.
Podsumowanie
W tym wpisie zaprezentowałam różne formaty dziennika, które z pewnością pomogą Wam pisać regularniej. Nie musicie decydować się na jeden format; możecie przełączać się między nimi za każdym razem, kiedy siadacie do pisania. Spróbujcie zacząć od tego, co wokół Was, co jest Wam dobrze znane, do czego lubicie wracać. Przekonacie się, że takie podejście nie tylko obniży próg wejścia w pisanie dziennika ale także sprawi, że piękne chwile będziecie przeżywać co najmniej dwukrotnie: najpierw w rzeczywistości a później zapełniając kolejne karty Waszego dziennika. I tego Wam życzę na cały Nowy Rok!

