Semestr zimowy, a raczej to jak się zakończył, wymusił na mnie przeprojektowanie mojego ulubionego kursu z pisania kreatywnego, w trakcie trwania którego moi studenci pracują nad swoimi opowiadaniami. Dla ścisłości dodam, że kurs ten jest elementem modułu Praktycznej Nauki Języka Angielskiego i jest skierowany do studentów pierwszego roku filologii angielskiej.
- Jak doszło do wielkiego przeprojektowania?
- Jakie kluczowe zmiany wprowadziłam na swoim kursie?
- Jak teraz wygląda praca nad finalnym zadaniem?
- Co mi umykało do tej pory?
- I jakie wnioski wyciągnęłam już teraz, w połowie trwania kursu?
Na te pytania odpowiem w moim dzisiejszym artykule.
Jak doszło do wielkiego przeprojektowania?
Semestr zimowy przebiegał podobnie jak w ubiegłych latach. Jedyną znaczącą różnicą było wprowadzenie przeze mnie (dość ogólnej) polityki dotyczącej stosowania narzędzi sztucznej inteligencji w procesie pisania finalnej pracy zaliczeniowej, czyli autobiografii. Wydawało mi się, że: 1) sam temat, 2) zasady kursu, 3) systematyczne budowanie pozytywnej atmosfery na zajęciach oraz takich samych relacji ze studentami pozwolą mi uniknąć sytuacji, gdzie część oddawanych przez studentów prac nie wyjdzie spod ich „pióra”. (Moi studenci finalne prace zaliczeniowe tworzą poza zajęciami na komputerze.) Jak się niestety okazało, znów się przeliczyłam.
Kilkoro studentów (łącznie 10% wszystkich moich studentów na tych zajęciach) nie napisało prac samodzielnie. Ich finalne prace zaliczeniowe zostały wygenerowane i/lub zredagowane przez narzędzia AI do tego stopnia, że nie przypominały one prac samych studentów. Sytuacja ta jak i sama postawa studentów skłoniły mnie do przeprojektowania drugiej części mojego kursu w sposób znaczący, aby uniknąć lub możliwie zminimalizować podobne incydenty w przyszłości.
Jakie kluczowe zmiany wprowadziłam na swoim kursie?
Największe zmiany, które wprowadziłam w moim kursie są następujące:
Jasna polityka AIowa
Zaczęłam od stworzenia przejrzystych zasad dotyczących korzystania z narzędzi sztucznej inteligencji na moim kursie. Ponieważ prowadzę kurs z pisania w języku obcym, który jest częścią PNJA, bardzo ważne jest, aby sam tekst tworzony był przez studenta. Pozwala to monitorować nie tylko rozwój umiejętności pisania w języku obcym, ale także samego języka. Zatem korzystanie z AI do redakcji tekstu nie pozwala mi na sprawdzenie tego, co jest moim celem.
Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby studenci na początkowym etapie myślenia o tekście, skorzystali z AI do pomocy w wygenerowaniu czy skonsultowaniu swoich pomysłów dotyczących samej fabuły czy bohaterów swojego opowiadania.
Pisanie w klasie jako część procesu tworzenia finalnej pracy zaliczeniowej
Od zawsze jak tylko mogłam broniłam prawa do tworzenia tekstu w domu. Powodów jest wiele: w klasie mamy ograniczony czas i dostęp do materiałów (słowników, innych tekstów itd.), piszemy pod presją, co nie sprzyja kreatywności. Dlatego właśnie przez kilka lat moi studenci tworzyli swoje prace w całości poza klasą. Aż do tego semestru, kiedy stwierdziłam, że pisanie w klasie pozwoli mi nie tylko otrzymać próbkę tekstu od studentów ale także wymusi na nich systematyczną pracę nad swoim tekstem.
Praca etapowa nad finalnym opowiadaniem zaliczeniowym
Ponieważ zawsze staram się zrozumieć, dlaczego studenci dokonują określonych wyborów i decydują się na konkretne rozwiązania, pomyślałam, że skorzystanie z AI mogło być dla nich ostatnią deską ratunku w przypadku, gdy zabrali się do pracy za późno. Dlatego od tego semestru postawiłam na systematyczną pracę nad finalną pracą zaliczeniową. Moi studenci, raz w klasie a raz poza nią, tworzą kolejne fragmenty swojego opowiadania: kreują swojego bohatera, wpis z jego dziennika, dialog z jego udziałem itd. Dzięki temu każdy student pod koniec semestru będzie miał materiał, który będzie musiał jedynie dokończyć, uporządkować, przeredagować. Zgodnie z założeniami kursu, min. 50% finalnego tekstu powinno bazować na tekstach pisanych w trakcie trwania semestru.
Jak teraz wygląda praca nad finalnym zadaniem?
Najważniejszym elementem kursu, który zdecydowałam się wprowadzić w tym semestrze jest portfolio. Dla mnie portfolio jest niczym innym jak zbiorem metodycznie dokładanych cegiełek, które z czasem zaczynają tworzyć rusztowanie dla czegoś większego. W przypadku mojego kursu, tymi cegiełkami są etapowe prace, które mają na celu stworzenie bazy pod finalne opowiadanie.
Portfolio to zatem zbiór tekstów pisanych przez studentów w odpowiedzi na otrzymywany co tydzień temat. Każda napisana praca coraz bardziej przybliża autora do finalnego opowiadania. Czasem teksty pisane są w domu. Wtedy studenci publikują swoje teksty na forum. Czasem piszą je w klasie – samodzielnie, bez telefonów, słowników, pomocy kolegów. Wtedy piszą odręcznie.
Są tacy, którzy piszą bardzo dużo, bardzo szybko. Widać, że pisanie w klasie nie stanowi dla nich żadnej przeszkody. Ale są też tacy, którzy samodzielnie, bez niczyjej pomocy (chataGPT, google translate) nie są w stanie wygenerować tekstu. To, co tworzą na zajęciach jest dalekie od jakości, jaką prezentowali w ubiegłym semestrze, kiedy całość tworzona była w domowym zaciszu i z dostępem do wszelkich możliwych pomocy. Co ważne, oni sami zdają sobie sprawę z tego, że już mnie (i siebie) nie oszukają. Ich teksty pisane w domu, choć nadal nieco lepsze od tych pisanych w klasie, zaczynają już powoli odzwierciedlać ich prawdziwe umiejętności.
Jak komentuję etapowe teksty studentów?
Bez względu na to, czy czytam post na forum czy fragment napisany w klasie, zawsze skupiam się na treści. Staram się sprawdzić jak dany tekst pasuje do większego obrazka, czyli do wyłaniającej się z dotychczas napisanych fragmentów historii. Są studenci, u których fabuła jest wyraźnie kontynuowana. Są też takie teksty, gdzie autor (student) nie ma chyba na nią pomysłu i każdy wpis jest tekstem niepowiązanym z poprzednimi. Wtedy daję znać takiej osobie, że jego teksty powinny zacząć układać się w spójną całość.
To, czego nie robię, to nie poprawiam błędów językowych. Staram się też nie pisać zbyt obszernych komentarzy, żeby dla mnie samej to zadanie nie okazało się zbyt przytłaczające, szczególnie czasowo. Zawsze jednak, jeśli dostrzegam jakąś niesamodzielność w tworzeniu tekstu, daję znać studentowi.
Jakie wnioski wyciągnęłam do tej pory (a co mi umykało wcześniej)?
Kurs zaczynałam z duszą na ramieniu. Obawiałam się, że rozbijanie tekstu (kreatywnego) na części może się nie udać. Jednak tłumaczyłam zarówno sobie i studentom, że to kurs, którego celem jest rozwijanie ich umiejętności pisania w języku obcym. Że finalnie takie przeprojektowanie kursu wyjdzie im na dobre, bo pozwoli im „złożyć” swoją finalną pracę z mniejszych elementów, nad którymi będą pracować tak jakby „przy okazji”. I w większości przypadków tak jest. Studenci pracują regularnie, mają już pomysły na swoje finalne prace.
Ale włączenie pisania w klasie pokazało mi także czarno na białym kto samodzielnie stworzył swoją pracę w ubiegłym semestrze a kto korzystał ze wsparcia. Zaskoczenia nastąpiły w dwie strony. Niektóre osoby, które napisały fantastyczne prace, wspomagały się narzędziami, być może głównie językowo, ale jednak. Ale są też tacy studenci, co do których nie byłam pewna czy pracują samodzielnie. Jednak pisanie w klasie pozwoliło mi zobaczyć, że naprawdę potrafią oni nie tylko mieć doskonałe pomysły ale także bardzo dobrze je zrealizować i to bez dodatkowych „wspomagaczy”. Innymi słowy, in-class writing pozwolił mi odbudować zaufanie do studentów, ponieważ przekonałam się jak dobre mogą być teksty, które wychodzą spod ich pióra.
Mówi się, że najgorsze, co mogła zrobić AI to zrujnować zaufanie pomiędzy nauczycielem a studentami. Teraz widzę, że metody, przed którymi się wzbraniałam, chociażby takie jak pisanie w klasie, pozwalają to zaufanie do pewnego stopnia odbudować. Mam nadzieję, że na dłużej.
Jeśli jesteście ciekawi jak dokładnie wygląda mój kurs, jakie zadania do wykonania w ramach portfolio otrzymali moi studenci, jak skonstruowałam swoją politykę AIową, piszcie śmiało! Warto korzystać z doświadczenia innych!

Pani Olu, jak zwykle niesamowicie ciekawy wpis! Pamiętam Pani kurs kreatywnego pisania z lat 2021/2022 i był to zdecydowanie jeden z najciekawszych kursów, na jakie uczęszczałem (niech dowodem na to będzie fakt, że dokładnie pamiętam, o czym była moja praca oraz jak przebiegały zajęcia :D).
Chciałbym podzielić się swoją perspektywą w tym temacie. W mojej opinii podejście, w którym dzielimy kursy na mniejsze kawałki, powinno być zdecydowanie częściej wykorzystywane na uczelni. Sam, jako osoba z pokolenia Z, widzę w tym dużą wartość.
Dlaczego? Od najmłodszych lat jesteśmy otoczeni technologią i przyzwyczajeni do „szybkiej dopaminy”. Satysfakcja z wykonywania zadania krok po kroku dostarcza nam nie tylko „paliwa” potrzebnego do utrzymania motywacji, ale także zdejmuje z nas presję i obniża próg wejścia. Jak pisał James Clear w „Atomowych nawykach” – wielkie zmiany zaczynają się od drobnych działań. Czasem wystarczy „wsadzić stopę w drzwi”, żeby było nam je łatwiej otworzyć, zwłaszcza gdy są baaardzo ciężkie 🙂
Pozdrawiam!
Panie Kamilu,
bardzo dziękuję za komentarz!
Absolutnie zgadzam się z tym wszystkim, o czym Pan wspomina w kontekście pracy etapowej: satysfakcja z wykonania danego zadania, (prawie) natychmiastowy feedback, mniejsza presja – to wszystko prawda. Ja dodałabym do tego jeszcze możliwość sprawdzenia (np. w ramach konsultacji z nauczycielem) czy podążamy w dobrym kierunku. A jeśli zajdzie taka potrzeba – dokonania odpowiedniej zmiany obranego przez nas kursu. Jest to możliwe właśnie wtedy, kiedy pracujemy etapami. Natomiast kiedy stawiamy na finalny produkt, odbieramy sobie możliwość systematycznego konsultowania projektu. I wtedy, gdy na koniec okazuje się, że coś jest nie tak, na zmianę jest już najczęściej za późno…
Pozdrawiam!