Seminarium dyplomowe w założeniu powinno być przestrzenią wspólnej pracy nad budującą się wiedzą. Powinno być miejscem dyskusji, konfrontowania tego, czego się dowiedzieliśmy i uczenia się od siebie nawzajem. W praktyce coraz częściej staje się ono jednak serią równoległych, indywidualnych projektów, w których każdy student pracuje nad innym tematem, w dużej mierze w izolacji. W efekcie znika to, co w seminarium najważniejsze: wspólny punkt odniesienia. Bez niego trudno o realną dyskusję nad literaturą, a jeszcze trudniej o rozwijanie krytycznego myślenia.
W mojej opinii, brak przestrzeni na wspólną dyskusję prowadzi do bardzo niebezpiecznej tendencji. Mianowicie, coraz częściej czuję, że doszliśmy do momentu, w którym można dziś napisać pracę dyplomową bez przeczytania ani jednego artykułu. AI pomoże dobrać temat, znajdzie źródła, streści je, a na końcu złoży wszystko w spójny tekst. Student może więc przejść przez cały proces i właściwie nigdy nie wejść w realny kontakt z wiedzą. No bo skoro na seminarium nie ma okazji do porozmawiania o tym, o czym student powinien przeczytać i napisać, bardzo łatwo wybrać drogę na skróty i poprosić AI o pomoc.
Właśnie dlatego jestem coraz bardziej przekonana, że wybranie jednego wspólnego obszaru tematycznego dla całej grupy seminaryjnej może się okazać ratunkiem dla tego, co niepokojącego dzieje się dziś na niejednym seminarium dyplomowym.
Czym właściwie jest seminarium dyplomowe?
Jak podaje WSJP, seminarium to zajęcia dla studentów związane z tematyką przygotowywanej przez nich pracy dyplomowej i mające na celu pogłębienie wiedzy z jakiejś dziedziny.
Wydział Historii UW tak definiuje seminarium dyplomowe:
Praca na seminarium (…) opiera się na przekonaniu, że uczestnicy, będący na różnych poziomach kształcenia kompetencji badawczych, a także zajmujący się różnorodną problematyką, poprzez wspólne dyskusję nad źródłami i nad pracami prezentowanymi przez poszczególnych uczestników oraz udział we wspólnych projektach dokonują wymiany wiedzy i doświadczeń. Struktura grupy seminaryjnej ma z założenia być zbliżona do zespołu badawczego. Dzięki doświadczeniu pracy w takim zespole studenci rozwijają specyficzne kompetencje społeczne niezbędne w realizacji projektów grupowych, nie tylko z zakresu pracy badawczej w ramach dyscypliny, doskonalą kompetencje komunikacyjne i inne kompetencje miękkie.
Seminarium dyplomowe w swoim założeniu nie jest jedynie przestrzenią do konsultowania indywidualnych prac. To forma zajęć, która powinna opierać się na dyskusji, najlepiej nad tematem wspólnym dla większości uczestników. No bo jaki jest właściwie cel pracy dyplomowej? Z pewnością nie chodzi jedynie o napisanie tekstu. Celem pracy dyplomowej jest zastosowanie zdobytej wiedzy do zaprojektowania, a następnie przeprowadzenia badania, które wpisuje się w istniejący dorobek naukowy. Aby tego dokonać, student potrzebuje solidnego fundamentu: rozumienia kluczowych pojęć, orientacji w najważniejszych badaniach oraz umiejętności dostrzegania zależności między różnymi podejściami. Bez tego trudno mówić o świadomym projektowaniu własnego badania.
Czy jednak obecna organizacja seminariów rzeczywiście umożliwia zbudowanie tego fundamentu? Czy sprzyja zagłębianiu się w źródła a następnie omawianiu ich z innymi uczestnikami seminarium?
Jak wygląda praca studenta na seminarium dziś?
Coraz częściej obserwuję niestety, że kontakt z literaturą naukową bywa powierzchowny. Niektórzy studenci rzeczywiście czytają teksty, ale inni ograniczają się do ich przeglądania lub korzystają ze streszczeń generowanych przez narzędzia AI. W takim przypadku znika nie tylko kontakt z rzeczywistym tekstem, ale także możliwość zobaczenia, jak zbudowany jest artykuł naukowy, jak argumentuje się w literaturze i jak rozwija się myśl badawcza.
Kolejnym problemem jest dobór źródeł. Jeśli student nie ma doświadczenia w pracy z literaturą naukową, często nie potrafi odróżnić artykułu badawczego od przeglądu literatury ani ocenić, które źródła są rzeczywiście istotne dla jego projektu. W konsekwencji przegląd literatury bywa przypadkowy i nie w pełni osadzony w istniejącym dorobku badawczym.
Dodatkowym wyzwaniem są tzw. halucynacje AI, czyli sytuacje, w których studenci włączają do prac źródła, które w rzeczywistości nie istnieją. Wynika to z braku weryfikacji wygenerowanych treści i założenia, że jeśli coś zostało zaproponowane przez narzędzie, to musi być poprawne. W praktyce oznacza to jednak brak kontaktu z oryginalnym źródłem.
Najbardziej jednak widoczny jest brak przestrzeni do krytycznej analizy. Seminarium, które mogłoby być miejscem dyskusji nad literaturą, często sprowadza się do indywidualnych konsultacji dotyczących kolejnych etapów pracy. Moja rola jako promotora coraz częściej ogranicza się do komentowania konspektów i wskazywania poprawek, zamiast dokonania wspólnej analizy czytanych tekstów.
Co zatem można zrobić, aby seminarium dyplomowe znów stało się przestrzenią wymiany wiedzy i doświadczeń? Jednym z możliwych rozwiązań jest organizacja seminarium wokół wspólnego obszaru tematycznego. W tym kontekście wspólny temat nie jest rozwiązaniem „organizacyjnym”, ale próbą odbudowania warunków, które umożliwiają krytyczne czytanie i ograniczają powierzchowne korzystanie z narzędzi AI.
Dlaczego jeden wspólny temat to dobry wybór?
Przede wszystkim dlatego, że w końcu pojawia się coś, czego dziś na seminariach bardzo brakuje: wspólny grunt poznawczy. Zamiast kilkunastu zupełnie różnych tematów, mamy jedno pole, wokół którego koncentruje się praca całej grupy. To oznacza, że studenci nie tylko czytają podobne teksty, ale też budują wspólną bazę pojęć, teorii i badań. Rozdział teoretyczny przestaje być zbiorem przypadkowych odniesień a zaczyna być osadzony w rzeczywistej rozmowie akademickiej.
A skoro pojawia się wspólny punkt odniesienia, pojawia się też coś jeszcze: dyskusja. Taka prawdziwa, a nie tylko wymiana uwag o konspektach. Kiedy wszyscy znają ten sam tekst, można się z nim nie zgodzić, zestawić go z innym badaniem, zobaczyć, gdzie pojawiają się różnice. Nagle seminarium przestaje być serią indywidualnych konsultacji, a zaczyna przypominać realną wymianę poglądów na ten sam temat.
To z kolei naturalnie prowadzi do współpracy. Studenci zaczynają sobie pomagać: polecają źródła, podpowiadają interpretacje, zauważają rzeczy, które umykają innym. Wspólna baza literatury sprawia, że nie są już zdani wyłącznie na siebie (i ewentualnie na AI), ale mogą korzystać z wiedzy całej grupy.
Co ważne, taki model bardzo skutecznie ogranicza „AI-owe pływanie po powierzchni”. Nawet jeśli ktoś skorzysta ze streszczenia wygenerowanego przez AI, szybko okaże się, że to nie wystarczy. W sytuacji, w której tekst jest omawiany na zajęciach, a inni studenci go znają, brak realnego kontaktu ze źródłem staje się widoczny. Nie da się łatwo ukryć, że się czegoś nie przeczytało.
I wreszcie (być może najważniejsze): praca nad jednym obszarem zmusza do wejścia w głąb tematu. Zamiast przeskakiwać po powierzchni różnych zagadnień, studenci mają szansę naprawdę zrozumieć jedno z nich: zobaczyć różne podejścia, sprzeczne wyniki badań, różne sposoby interpretacji. To właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa praca akademicka.
Co dalej?
Wspólny temat dla moich seminarzystów planuję zaproponować w przyszłym roku. Nie mam jeszcze gotowych rozwiązań praktycznych do wdrożenia na seminarium, ale konsekwentnie nad nimi pracuję. Jednak już teraz jestem prawie pewna, że będzie to naprawdę jakościowa zmiana na moim seminarium. I choć nie wiem na 100%, czy jeden wspólny temat rozwiąże wszystkie problemy seminarium dyplomowego, to bez niego żadna cząstkowa zmiana naprawdę nie zadziała.

Pomysł cudowny, ale wiadomość dla studenta chcącego napisać oba rozdziały teoretyczne w wakacje – tragiczna. 🥲